Ustala się na piśmie, kto na jakim poziomie może decydować, kogo obowiązkowo trzeba zapytać o radę, oraz która decyzja automatycznie eskaluje do zarządu. Brzmi to prosto, ale zwykle zaczyna zgrzytać dopiero, gdy zmiana staje się konkretna i nikt już nie wie, kto może przeciąć węzeł.
W firmie liczącej od 50 do 300 pracowników podejmowanie decyzji przez długi czas opiera się na wyczuciu. Zarząd zna ludzi, ludzie znają zarząd, a większość decyzji zapada na korytarzu lub podczas krótkiego spotkania. To działa, dopóki liczba decyzji nie wzrośnie i jednocześnie nie zaangażuje się w nie kilka warstw organizacji: kierownik zespołu, który chce przetestować nowy proces, szef działu, który chce przesunąć budżet, członek zarządu, który chce zmienić dostawcę. Bez ustalonych na piśmie praw decyzyjnych powstaje wtedy jeden z dwóch wzorców: wszystko wraca do zarządu, albo działy decydują obok siebie i trzy miesiące później okazuje się, że sobie zaprzeczają.
Problem często nie tkwi w braku dobrej woli, lecz w języku. Dwóch menedżerów używa tego samego słowa na określenie innego poziomu decyzji, i to jest właśnie powód, dla którego ludzie różne rzeczy mają na myśli, używając tych samych słów, nie zdając sobie z tego sprawy, dopóki decyzja nie zostanie już podjęta.
Target state pracuje z czterema warstwami: wizją, vision state, target i target state. Prawa decyzyjne nie należą do jednego dokumentu, lecz różnią się w zależności od warstwy.
Pytanie, jakie stawia się przy każdej decyzji, brzmi nie "kto jest odpowiedzialny", lecz "która warstwa zostanie dotknięta, jeśli ta decyzja się nie sprawdzi". To określa, na jakim poziomie ona należy.
Firma zatrudniająca 120 pracowników postanawia zrestrukturyzować dział obsługi klienta. Kierownik zespołu otrzymuje zadanie "skrócić czas oczekiwania" i samodzielnie decyduje o zatrudnieniu dwóch nowych pracowników oraz wydłużeniu godzin otwarcia. Trzy miesiące później okazuje się, że zarząd miał na myśli zupełnie inny kierunek: mniej ludzi, więcej automatyzacji. Decyzja kierownika zespołu nie była błędna — po prostu nie pasowała do vision state, która nigdy nie została jasno przekazana na poziomie, na którym działał kierownik zespołu.
Gdyby ustalono na piśmie, że rozszerzenie zatrudnienia powyżej określonej liczby fte musi wracać do zarządu, a kierownik zespołu ma swobodę w kwestii godzin otwarcia i planowania, ta decyzja nie zostałaby cofnięta trzy miesiące później, lecz od razu byłaby trafna. To jest różnica między prawami decyzyjnymi, które istnieją na wyczucie, a prawami decyzyjnymi, które są spisane na papierze.
Osiem wymiarów i pięć confidence gates to nie tylko sprawdzenie treści strategii, ale też naturalny moment, by przetestować prawa decyzyjne. Przy każdej osiągniętej bramce podjęta zostaje decyzja: kontynuować, dostosować albo zatrzymać. Ustalenie na piśmie, kto może podjąć tę decyzję przy której bramce, zapobiega sytuacji, w której bramka zostaje osiągnięta na podstawie entuzjazmu jednej osoby, podczas gdy reszta organizacji się za tym nie opowiada.
Dotyczy to również pytania, skąd wiadomo, że zmiana naprawdę działa. Dobrze ustalone prawa decyzyjne są widoczne w tym, kto może działać dalej bez konsultacji, a kto nie — i to jest jeden z wczesnych sygnałów, że zmiana się przyjmuje. Tam, gdzie wszyscy wciąż patrzą w górę, oczekując pozwolenia, tego sygnału jeszcze nie ma.
Strategia, która nie przekłada się na prawa decyzyjne, pozostaje intencją na papierze. To dokładnie ten mechanizm, przez który strategia pozostaje dokumentem zamiast czymś, co ludzie wykorzystują na co dzień: nikt nie wie, kto może decydować, więc nikt nie decyduje, a dokument pokrywa się kurzem. Ustalenie praw decyzyjnych na piśmie nie jest więc sprawą poboczną obok strategii, lecz jedną z niewielu rzeczy, które decydują o tym, czy ona kiedykolwiek coś zdziała.
Czy wasza wizja jest obecnie wystarczająco jasna, by rzeczywiście przypisać do niej prawa decyzyjne, można sprawdzić za pomocą sześciu pytań dotyczących czterech warstw w bezpłatnym teście "czy wasza wizja jest sterowalna".
Zacznijcie od jednej niedawnej decyzji, która wypadła źle albo za długo czekała, i zestawcie ze sobą, kto ją podjął, kto powinien był ją podjąć, oraz która warstwa — wizja, vision state, target czy target state — została nią dotknięta. Ten jeden przykład często już pokazuje, gdzie prawa decyzyjne wciąż opierają się na wyczuciu zamiast na papierze. Kolejnym krokiem jest przełożenie tego na capabilities: jakich ról i zadań wymaga target state, obok tego, co dziś już jest dostępne w postaci ludzi i pracy. Ta różnica, wyrażona w godzinach, znajduje się w werkscan na ftetoai.com.
Vertel wat u wilt bereiken, dan kijken we samen wat daarvoor moet staan.
Answers come from this site’s knowledge base. Not tailored advice, and not a scan of your company.